Wpisz wymaganą nazwę użytkownika
Wpisz wymagane hasło

Ocalić od zapomnienia

Kiedy prezentujemy dzieła naszych autorów na spotkaniach i biesiadach literackich w Rzeszowie, gdzie mieści się siedziba Wydawnictwa Abilion, zauważamy rosnące zainteresowanie miastem i jego historią, niekoniecznie encyklopedyczną bądź naukową. Wychodzimy więc naprzeciw oczekiwaniom naszych Czytelników oraz autorów, zwłaszcza tych spoza granic naszego miasta a nawet kraju i proponujemy wspólny z Jerzym Stefanem Nawrockim spacer ulicami Rzeszowa od czasów tuż powojennych.

    • Kategoria: Ocalić od zapomnienia
    • Odsłony: 93
    Opinia czytelników: 5 / 5

    Trrrrrr, ta-ta-ta-ta! – terkoczą niczym pistolet maszynowy, najpierw po kostkach jezdni, a potem po nierównych płytach chodnika pod oknami, hulajnogi. Hulajnoga jest marzeniem każdego dziecka, ale… Wiem tylko o dwóch posiadaczach takiej. Trzecią mam ja. Są całe z twardego drewna, z kółkami założonymi na kawałek żelaznego pręta. Dzń-dzń-dzń, sziuuusziuuusziuu. Spozieram z okna. No tak, trwają wyścigi obręczy: zardzewiałych „rafek” z kół starych rowerów wygrzebanych z gruzów i rozpłatanych przedwojennych wózeczków. Zawodników pod oknem jest mniej niż palców u ręki. Trzask-trzask-trzask! Trzask, trzask! – jest jeszcze jeden zawodnik z cienką wiklinową obręczą, którą popędza patykiem. Ma gorzej od tych, którzy po prostu popychają i kierują swoje „rafki” kijkami włożonymi w ich zagłębienia miast opon. No, ale przynajmniej nie musiał gmerać po gruzach: obręcz z wikliny można przecież kupić za straganami i ławami zielonego rynku przy Słowackiego, gdzie sprzedają brzozowe miotły, drewniane stolniczki do kuchni, łyżki i również zabawki jak ten malutki wózeczek z głową konika wraz z łopatką, na który to dziecko na dole grzecznie nakłada żwir i glinę, by przewieźć je o kilka kroków, na miejsce budowy swego pałacu. Nie dalej, bo jego mama musi go widzieć przez okno, a wygląda zeń, na wszelki wypadek, często.

    • Kategoria: Ocalić od zapomnienia
    • Odsłony: 94
    Opinia czytelników: 5 / 5

    Między frontem Magistratu a kamienicą „Alko”, w której pierwszy powojenny Przewodniczący Rady Miasta (Prezydent) Rzeszowa Jan Huss przyznał, po naszej ucieczce ze Lwowa, Tacie, Mamie, Babci i mnie mieszkanie na drugim piętrze, szczerzy się rumowisko gruzów, belek i desek oraz głęboki lej po kwartale niskich domów, zniszczonych wojenną zawieruchą. Dzieci, te małe i nieco większe próbują w tej przepastnej dziurze, obrzeżonej strzępami ceglanych fundamentów „robiących” za ławki do siedzenia, znaleźć coś ciekawego.
    Spękane frontony kilku kamienic w naszej rynkowej pierzei budynków od ul. Matejki aż do Mickiewicza już podstemplowano, aby się nie zawaliły. Ta pierzeja, to dla mnie wspomnienie odrębne. Przyjdzie czas i na nie. Teraz wspominam wyrwę po czymś, co kiedyś stanowiło życie centrum tego niewielkiego miasteczka, podniesionego po wojnie do rangi stolicy województwa.