Prezentacje

Prezentacje z książek wydawanych przez wydawnictwo Abilion. Lepiej zapoznać się fragmentarycznie z treścią konkretnej pozycji książkowej zanim sięgnie się po całość.

 

Wiersze z tomiku poetyckiego Radovana Brenkusa Śnienie z bestią

Opinia czytelników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna

Widać znane twarze w obcych,
bo celem ruchu nie jest ruch.
Pływa się, nieustannie pływa.
I chociaż człowiek, morski wilk,
myśli o białej fladze,
swoją wyspę musi znaleźć bez szukania.
Boju z falami nie poddaje,
nawet jeśli wie, że rozbije się
w nocnej burzy bez chmur.
Gdy z ruchu ryb odczyta wrażliwość wody,
przesłanie morza w szczerym płaczu,
wyśle list w butelce. A fale
przed tym okrutnie obojętne,
ockną się, aż się do niego nachylą,
wraki wynurzą skrzynie skarbów
i w zmarszczkach rozkwitnie piana,
gdyż przy spojrzeniu na lot ptaków,
jemu podobnych kompanów,
po drugiej stronie morza leży
inna o żeglugę wyspa.

Wybrane utwory z almanachu Tu i teraz

Opinia czytelników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna

Jan Belcik

Do milczenia
Pamięci Juliana Przybosia, w 45 rocznicę śmierci

Nie wiem czy w moich wierszach
Wziąłem sobie do serca
Przykazanie usprawniania języka
Jako najbardziej społecznego narzędzia

Wiem
Że tylko zdążałem
Do skondensowania aluzji
Jak we flarze lasek dynamitu
W najmniejszej ilości zdań
Do minimum słów
A czasem do jednego

Wiem
Że najczęściej
– zgodnie z Twą maksymą –
Dążyłem
Do milczenia

2015

Antologia współczesnej słowackiej prozy

Opinia czytelników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna

Portrety z bliska

Jana Bodnárová
Prawie niewidzialna

W sklepie z odzieżą, w ciemnym, zapyziałym, ze źle uszytymi damskimi sukienkami i kostiumami, marynarkami, bawełnianą bielizną napchaną do drewnianych regałów, obszarpanych jak sklepy z minionych czasów, spotkałam starszą kobietę. Była tak niezwykłym typem, przy którym jest mi zawsze przykro, że nie mam przy sobie aparatu fotograficznego. Drobna – sięgała mi nieco ponad łokieć – ubrana w długą suknię i płaszcz trzy czwarte, to wszystko niczym z zakurzonych teatralnych garderób. Na ciemieniu głowy miała uplecioną z czarnej wełny czapkę kuriozalnie spłaszczoną do takiej szerokości, że przypominała krowie łajno. Pod brodą była ściągnięta sznurkiem. Spod czapki sterczały półdługie, nieuczesane siwe włosy. Paluszkami niemal dziecinnej dłoni gładziła materiały kostiumów i marynarek... Gdy zapytała o cenę jednego z nich, tęga sprzedawczyni, która za ladą leniwie robiła na drutach, odburknęła. – Cztery tysiące pięćset.
– O! Niemało! Niemało! No, aż dostaniemy... Porządny krój, bardzo porządny... ale myślę..., słowa przeszły w szept – jej głos był w ogóle szepcący, chociaż słowa wypowiadała z wyraźną dykcją.
Taki głos należy do człowieka z głęboką inteligencją i delikatnością, pomyślałam sobie i całkowicie wykluczyłam swoją pierwotną myśl, że ta staruszka jest umysłowo chora albo dotknięta demencją. Pomyślałam, że jest to tylko na swój sposób niezwykła starsza kobieta, która osobliwym ubiorem daje znać o swojej niezależności, świadomym nieprzystosowaniu. Koniec końców w Nowym Yorku, Paryżu albo w sąsiednim Użhorodzie czy Mukaczewie, gdzie bieda tworzy najbardziej zaskakującą modę, zostałaby niezauważona. Chwilę później spotkałam ją na ulicy. Niepostrzeżenie krążyła wokół kosza z odpadkami. Tylko tak, jakby mimochodem coś z niego wyjęła i włożyła do wielkiej, płaskiej torby. Chwilę się wahałam, żeby ją zaczepić, zaprosić do atelier do J., i z detalami oraz uczuciem sfotografować jej starą mleczno-białą twarz, z ostrą brodą, okrągłymi, nieprzysłoniętymi szaleństwem ani sklerozą niebieskimi oczami, całkiem jasnymi, z drobnymi, miernie roztrzęsionymi ustami. Zauważyła, że ją obserwuję i szybko odeszła. Z daleka widziałam, jak z kimś niewidzialnym rozmawia, pokazuje mu coś przed siebie i w obie strony, coś co widzi tylko ich dwoje, dwie albo wielu – jako jedyni i sami na całym świecie. Spotkałam ją w tym dniu jeszcze raz. Siedziała w cukierni na ulicy Komeńskiego. Łakomie jadła roladę biszkoptową. Potem swoim motylim głosem zawołała do kelnerki.

Fragment noweli Śwetaketu

Opinia czytelników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna

Jerzy Stefan Nawrocki
Śwetaketu

Mikroskopijne wrzecionko niosło w sobie niewidzialną iskierkę tajemniczej Energii Życia. Wędrowało przed siebie resztkami sił coraz wolniej i wolniej, pchane ruchami swojej niewielkiej witki. Półpłynne otoczenie wokół jakby wciąż gęstniało. Obojętnie mijało inne wrzecionka, które wcześniej pozbawione sił na zawsze wyczerpane, ustały. One nie emanowały już żadnego biopola, stanowiącego ich oczy. Lecz to wrzecionko – niedostrzegalna drobina zwartej i ukierunkowanej energii, które wcześniej własnymi siłami zbudowało dla siebie wrzecionkowaty pojazd niby człon napędowy kosmicznej rakiety – wciąż jeszcze niosło w sobie moc i oto nagle zjawiła się przed nim ogromna obła powierzchnia. Ta, której nie znało, ale szukało zgodnie z nierozumianym, lecz obowiązującym nakazem zapisanej w nim niezbędnej Mądrości. Ta mądrość nakazywała wędrówkę. Była zakodowanym instynktem Istnienia.

Przemijanie i melancholia

Opinia czytelników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna

Marta Świderska-Pelinko
Wędrowanie

REMEDIUM

od błękitu po błękit
nie czas płakać
nie czas umierać

świat jak co dzień
siedzi na naszym progu
pod cedrowym drzewem

słońce i deszcz
nie dosięgają tutaj
drążą skałę w dolinie

a ona z nami rozmawia
dostrzega pełnię
w źrenicy wszechświata

Zbiór rozważań autorki nad słowami

Opinia czytelników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna

Joanna Turczyn
Daleko od słów

Proces

Jakie winno być pisanie? Ze wszystkiego, co czytam, lubię to tylko, co krwią było pisane. Pisz krwią, a dowiesz się, że krew jest duchem, napisał Nietzsche.
Pisanie może mieć smak dojrzałych czereśni. Najlepiej smakują. Pamiętasz, wszedłeś do sadu. Lśniły pomiędzy zielenią, bardziej soczyste niż sama zieleń. Garściami wciskałeś do ust, nie chciałeś uronić soku, a jednak niewielka strużka zawsze gdzieś spłynęła. Łapałeś niepokorną końcem języka, by na jego krawędzi poczuć jeszcze przez chwilę zapach, smak. Nienasycony. Mrużyłeś oczy. Nie, nie przed słońcem. Wciąż rwałeś. Do rąk lepiło się powietrze, rześkie i barwne. Sam nadałeś mu kolor. Jedyne co przeszkadzało to pestka. Nim zdążyłeś wbić się w miąższ, natrafiałeś na ostry kant. Nauczyłeś się go omijać, ssałeś nieprzyzwoicie wokół. A im bardziej byłeś zachłanny, połykałeś i ją. Nie przeszkadzało ci, gdy szept wznosił w przedświt chmarę strwożonych szpaków, a pośród korzeni mieniło się tysiące pestek. Nie przeszkadzały nawet dzieciaki, zakradające się do sadu, otrząsające gałąź po gałęzi. Nie było ci żal, gdy owoc z trzaskiem spadał na ziemię, a po pniu płynął sok albo krew. Nie przejmowałeś się zającami obrączkującymi drzewka. Nie twoje. Nauczyłeś się pluć pestkami, czasem dyskretnie, czasem z typową dla siebie nonszalancją. I nim się spostrzegłeś wrosłeś w ten sad. Stał się każdą twoją cząstką, oddychał tak samo. Znów zbierałeś ponad słowami, ale inaczej – odpowiedzialnie. Oswoiłeś drzewa. Szukałeś skrawków pierwszej wiosny. Pomiędzy dzikimi pędami nic nowego pod słońcem stawało się pierwsze. Ważne. Z namysłem stawiane litery już nie milkły przy małej kropce. Oddychały wyszeptanym zdaniem, głaskały policzek ciepłym wyrazem. Czasem były wykrzyknikiem. Znów zapragnąłeś być embrionem, nieskażonym słowem, które śnisz i chcesz, by je śniono. Przeszedłeś nie wiadomo skąd do nie wiadomo dokąd. Jeszcze nie tak dawno sam byłeś czytelnikiem. Jedno co wiedziałaś to, to: Nie łatwo cudzą krew zrozumieć. Widziałeś, jak:

Skarb w studni

Opinia czytelników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna

Ľudovít Petraško
Skarb w studni

Źle się człowiekowi wiedzie, kiedy go chytrość owładnie – na złe ścieżki go zawiedzie, i zgubić może. Tak jak tę dobrze urodzoną panią z liczartowskiego zamku. Za groszem była tak skąpa, że drugiej by takiej nie znalazł, pchłę by goniła do Lemieszan, a do tego ani by sobie niczym nie dogodziła. Nikt przy niej nie wytrzymał, ba ona sama prędzej czy później każdego od siebie odstraszyła, aby tylko na daremno nie wyrzucać pieniędzy.
Jednak trafił się sługa, który jej we wszystkim dogodził, w najmniejszym detalu uspokoił. O nic nie pytał, sam od siebie każdą robotę wykonał, bóg wie, skąd się taki wziął. Tak czy owak, pani z ochotą znosiła go przy sobie.
Wybrała się raz gdzieś powozem, sługa na koźle końmi poganiał. Przejeżdżali obok studni, kiedy się pani zachciało pić. Kazała zatrzymać i sługa pobiegł z dzbankiem po wodę. Nagiął się nad skraj studni, lecz na jej spodzie ani kropla nie błysnęła. Woda wyschła, za to przy samym dnie ujrzał jakieś drzwiczki. Wytężał wzrok jak potrafił, bo studnia była porządnie głęboka, ale naprawdę, nie wydawało mu się, wzrok go nie mylił. Gdy się znowu wyciągnął, uderzył go w twarz konarek a na nim kluczyk przywiązany.
Pewnie od tych drzwiczek? Pomyślał sobie. Zabrał kluczyk i wrócił do swej pani opowiadać, co znalazł.
W skąpą od razu weszło życie. – Zejdziesz na dół, – nakazała mu, – i zobaczysz, co jest za tymi drzwiczkami! Na pewno tam zbóje ukryli skarb.

Teksty dwunastu autorów

Opinia czytelników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna

Zakamarki
(I międzynarodowe warsztaty literackie)

Marek Petrykowski

Ty

Jesteś lekka, pochwycona szumem wiatru.
Pachniesz wiązanką rozchylonych kwiatów
zabranych ziemi.

Czyżbyś była ranną rosą, perłą, tęsknotą za milczeniem
nieprzetworzonym w dotykalne słowo?

Chyba już wiem.
Słyszę niekiedy w półśnie głos i jego pozłotę.
To Ty.

W mglisto-parnej wilgoci niewyspanych poranków
muskasz lilie w naszym niezasadzonym ogrodzie.

Głęboka liryka i rozważania filozoficzne

Opinia czytelników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna

Shyhta 2015
(almanach literacki)

Aldona Borowicz

***

Zszarzał błękit, posmutniały dni.
Przywracam życiu zapomniane
obrazy i deszcz.
Przypinam liść do drzewa
i słońce do nieba.

Śnieg pobielił szarą codzienność.
Może za chwilę zostanę lodowcem
otoczonym krą jak pancerzem

Przede mną staw plankton w nim
się mnoży i rozrasta na przekór
szarości. Pod skorupą lodu giną
bardziej okazałe ryby.

Nie rzępol, Orfeuszu. Po licha
ci cytra? Nie spłodziłeś syna,

drzewa-ś nie zasadził...

Lepiej rozpal słońce,
Niech ogrzeje piasek na plaży.

Tęsknota za czymś, co z powrotem scali człowieka

Opinia czytelników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna

Etela Farkašová
Fragmenty z nieczęstą tęsknotą za spójnością

czasami przebudzi się w środku nocy, zasłuchana w ciszę mieszkania, w powoli rozpływający się sen, wzrokiem zabłądzi do biblioteki, która rozciąga się wzdłuż całej ściany, okiem obrysowuje kontury poszczególnych półek, zna dokładnie ich zawartość, przez dziesięciolecia dotrzymywany system nie dopuszcza zasadniczych zmian w uporządkowaniu tomów,
wie, gdzie sięgnąć, jeśli chce przekartkować w konkretnej książce, uporządkowany świat, który właśnie dlatego może stać się schronieniem, a może i punktem orientacyjnym, punktem określającym prywatny układ odniesienia,
nie odważyłaby się odgadnąć, co wszystko z tych tekstów przeszło do jej pamięci, zmieniło się na cząsteczki, o których sama pamięć nie musi wiedzieć, w najmniejszym stopniu nie musi wiedzieć, skąd się w niej wzięły, myśli albo przynajmniej poszczególne słowa; nie musi wspominać na źródła ani na to, że w ogóle były jakieś źródła, które tworzyły pamięciowe treści, nigdy nie jest wyłącznie własnym zapamiętaniem siebie, nie odróżnia granicy, za którą się w niej zaczynają inni, przedziwne współistnienie, pomyśli sobie, z okiem skierowanym na książki, w tym okamgnieniu pozbawione rozróżniającej kolorystyki,
spojrzenie na książki (chyba zwłaszcza w nocy) ją uspokaja, daje pewność, że właśnie tu jest w swoim świecie, tu jest sobą, niezamaskowaną, prostolinijną, niektóre z nich przeczytała tylko raz, do innych powracała dlatego, że chciało się jej z nimi ponownie pobyć, o niektórych też pisała, kilka jest takich, po które jeszcze nie sięgnęła, odkłada je nie wiadomo na kiedy (pomyśli, czy te nieprzeczytane zemszczą się tak, jak przypuszcza Canetti, a co jeśli naprawdę będą chciały odtrącić za brak zainteresowania i wzgardzone wzdragać się przed odprowadzeniem nas podczas ostatniej drogi?)

© 2011 – 2017, Abilion - wydawnictwo i sklep. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Opracowane przez Abilion.