Wpisz wymaganą nazwę użytkownika
Wpisz wymagane hasło

Prezentacje z książek wydawanych przez wydawnictwo Abilion. Lepiej zapoznać się fragmentarycznie z treścią konkretnej pozycji książkowej zanim sięgnie się po całość.

    • Kategoria: Prezentacje
    • Odsłony: 716
    Opinia czytelników: 5 / 5

    Etela Farkašová
    Fragmenty z nieczęstą tęsknotą za spójnością

    czasami przebudzi się w środku nocy, zasłuchana w ciszę mieszkania, w powoli rozpływający się sen, wzrokiem zabłądzi do biblioteki, która rozciąga się wzdłuż całej ściany, okiem obrysowuje kontury poszczególnych półek, zna dokładnie ich zawartość, przez dziesięciolecia dotrzymywany system nie dopuszcza zasadniczych zmian w uporządkowaniu tomów,
    wie, gdzie sięgnąć, jeśli chce przekartkować w konkretnej książce, uporządkowany świat, który właśnie dlatego może stać się schronieniem, a może i punktem orientacyjnym, punktem określającym prywatny układ odniesienia,
    nie odważyłaby się odgadnąć, co wszystko z tych tekstów przeszło do jej pamięci, zmieniło się na cząsteczki, o których sama pamięć nie musi wiedzieć, w najmniejszym stopniu nie musi wiedzieć, skąd się w niej wzięły, myśli albo przynajmniej poszczególne słowa; nie musi wspominać na źródła ani na to, że w ogóle były jakieś źródła, które tworzyły pamięciowe treści, nigdy nie jest wyłącznie własnym zapamiętaniem siebie, nie odróżnia granicy, za którą się w niej zaczynają inni, przedziwne współistnienie, pomyśli sobie, z okiem skierowanym na książki, w tym okamgnieniu pozbawione rozróżniającej kolorystyki,
    spojrzenie na książki (chyba zwłaszcza w nocy) ją uspokaja, daje pewność, że właśnie tu jest w swoim świecie, tu jest sobą, niezamaskowaną, prostolinijną, niektóre z nich przeczytała tylko raz, do innych powracała dlatego, że chciało się jej z nimi ponownie pobyć, o niektórych też pisała, kilka jest takich, po które jeszcze nie sięgnęła, odkłada je nie wiadomo na kiedy (pomyśli, czy te nieprzeczytane zemszczą się tak, jak przypuszcza Canetti, a co jeśli naprawdę będą chciały odtrącić za brak zainteresowania i wzgardzone wzdragać się przed odprowadzeniem nas podczas ostatniej drogi?)

    • Kategoria: Prezentacje
    • Odsłony: 725
    Opinia czytelników: 5 / 5

    Marta Świderska-Pelinko
    Tam gdzie łkają skrzypce

    W tle wiosennej sceny zespół cicho stroił instrumenty. Kilka dźwięków pianina ustępującego trąbce i buczącemu kontrabasowi, skoncentrowało uwagę zniecierpliwionych, którzy tylko czekali, aby puścić się w tany. Zachwyceni solistką, a zwłaszcza jej zgrabnymi nogami żołnierze, ukradkiem, aby nie rozgniewać swoich partnerek, zerkali na zawieszone wokół kostek janczary. Przy najmniejszym ruchu, wiedzione echem męskiego pomrukiwania, beztrosko pobrzmiewały. Wprawka na gitarę i marakasy uciszyła falujących w fotelach. Gwar się wzmógł, gdy gitara umilkła, a marakasy powędrowały na poduszeczkę obok innych, drobnych instrumentów. Rozległy się pojedyncze oklaski, mające zachęcić zespół do rozpoczęcia balu.

    • Kategoria: Prezentacje
    • Odsłony: 659
    Opinia czytelników: 5 / 5

    Joanna Turczyn
    Spójrz na mnie lub bardziej

    Requiem

    w gęstej ciszy gubię oddech
    malowany milczeniem
    niedomówienia skrywane w dotyku

    i tęsknota wciąż ciepła
    szepnij choćby przez palce
    spójrz na mniej lub bardziej

    • Kategoria: Prezentacje
    • Odsłony: 704
    Opinia czytelników: 5 / 5

    Janina Ataman
    Czysta kartka

    Moje wiersze

    nie szukam natchnienia
    ani tematu
    nie prowokuję
    nie zabiegam

    nie czuję niepokoju
    kiedy nie przychodzą

    ja ich nawet nie piszę
    to życie

    • Kategoria: Prezentacje
    • Odsłony: 756
    Opinia czytelników: 5 / 5

    Joanna Turczyn
    Kwiat zakazanego drzewa

    Przedwiośnie powiem szeptem

    nie umiem znaleźć słów
    zbyt wątłe przybite do ziemi
    boją się spojrzeć

    poprzez oszronioną codzienność
    wędrują boso ja razem z nimi
    kaleczę się o przeszłość

    na wpół w myślach skulona
    czekam

    • Kategoria: Prezentacje
    • Odsłony: 660
    Opinia czytelników: 5 / 5

    Pavol Hudák
    Powróz w domu wisielca i inne wiersze

    Ojcowska rola

    Spokojny wieczór
    jest tu rzadko.
    Nad ostatnią
    nie zabudowaną parcelą
    we wsi
    po nocach bieszą się demony,
    płaczą wygnani synowie Jeruzalem,
    martwy ojciec rozsiewa
    jarzące ziarno.
    Nie stoi tu biały dom,
    nie ma go kto postawić,
    mama nie hoduje kurcząt,
    nie bawi się tu
    z wnuczętami...
    tylko rola
    czerwono płonie
    w zachodach słońc,
    czasami pogłaszcze
    chwiejne kroki mamy –
    ostatnia nie zabudowana
    parcela
    we wsi.

    • Kategoria: Prezentacje
    • Odsłony: 697
    Opinia czytelników: 5 / 5

    Marta Świderska-Pelinko
    Poza ramami

    BOSO

    pod powiekami
    dojrzewa jeszcze
    pokora na jutro
    a ja w niepewności dzisiaj
    skłaniam się
    w stronę dziesięciu przykazań
    i potykam
    o kolejny zmierzch
    minionych dni

    nie wiem
    co kiedyś przyniesie
    okamgnienie
    na wskroś udręczy
    czy
    uświadomi
    że nie przekroczę
    boso
    progu nocy?

    • Kategoria: Prezentacje
    • Odsłony: 727
    Opinia czytelników: 5 / 5

    Radovan Brenkus
    Umowa z diabłem

    Wiatr szybuje nad chodnikiem, który nie nadąża przyjmować kropli na rozgrzane ciało. Rzęsiście pada, a woda z niego spływa potokami do kanałów na poboczu drogi. Podczas letniej nocy deszcz w gigantycznie szybkim tempie wystukuje organową fugę, a mnie bezgranicznie chce się płakać. Jak wiatrowi, który ryczy, dmie piszczałami, kominami oddalonych chat, jak wiatrowi, który w głębszych tonach powtarza melodię deszczu. Przede mną przemknęła kula. Przeczuwam; czarny kot. Może tam za ogrodzeniem czyha na mnie śmierć. Kiedy przyjdzie na pewno będzie wyglądać, jak ja. Już czuję, jak oddycha mi na karku, jak stoi tuż za mną.
    Zataczam się z flaszką w ręce, czasami podeprze mnie cmentarne ogrodzenie. Mam ochotę wlać komuś, mordować, albo rozmiażdżyć skały, niech się coś dzieje. Wrze we mnie. A przy tym czuję także zmęczenie, które całym wszechświatem przytłacza powieki. Mam ochotę tu gdzieś się położyć i już się nie obudzić, na zawsze pozostać w słodkim upojeniu nieprzytomności i niczego nie postrzegać, żadnej boleści. Dlatego nienawidzę, a jednocześnie kocham sen. Jakbym się ocknął w zastępie ludzi, którzy czekają na zbiorowe ukrzyżowanie. Z jednej strony pełny protestu przeciwko zezwierzęceniu, a z drugiej otępiały, pogodzony z losem, jak mysz podczas obserwowania węża. Chociaż jestem zalany w sztok udało mi się otworzyć furtkę, której skrzypnięcie zawiasów wkuło się do spoconego powietrza, i dojść aż do grobu z napisem:

    Maria Luiza von Truman 4. 3. 1675 – 10. 4. 1695
    Śpij spokojnie!

    Przy spojrzeniu na portret pięknej dwudziestoletniej serce upadło mi na marmur, wnętrzności się porozrzucały, jelita związało, a gardło jakby ściskały drżące dłonie. – Dlaczego, Boże, wyjaśnij mi, dlaczego? – zawyłem w ciemność. Wroga ciemność, jak w oczach zawiązanych przed egzekucją, przenikła przeze mnie, aż stałem się jej wnętrzem. Nietoperze pod gzymsem kaplicy dyndały głowami w dół. Był to tak desperacki wykrzyk, że zakołysały się okoliczne drzewa. Nie, jeszcze się nie otrząsnąłem z tego, że ukochana żona uległa gruźlicy.

Strona 2 z 2